• Wpisów:26
  • Średnio co: 54 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 10:50
  • Licznik odwiedzin:2 887 / 1473 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kolejny powrót po kolejnej przerwie. Jeśli chodzi o przytycie to wielkiej tragedii nie było, ale potrzebuję trochę więcej poukładania i motywacji do osiągnięcia celu do którego dążę, a sama wiem, że prowadzenie bloga to ułatwia.
Trochę zmian się w moim życiu szykuje. 11 listopada opuszczam Nasz kraj...nie wiem na jak długo, nie mam pojęcia gdzie poniesie mnie dalej, czy wrócę do Polski i w ogóle co będzie później. Na razie wyjeżdżam do Londynu. Bez dalszego planowania co potem...zobaczymy jak się to wszystko ułoży. W każdym razie robię pierwszy krok do zrealizowania swoich planów które w sumie mam odkąd pamiętam.

Co do chudnięcia, to od ponad tygodnia chodzę regularnie na siłownie (robię głównie aeroby) i biegam. Waga jak na razie spadła o niecały kilogram (więc bez rewelacji), ale oczywiście ciężko mi się ogarnąć z dietą. Muszę się przyznać sama przed sobą, że niestety oszukuję ze słodyczami i nie ograniczam ich tak jak powinnam. Jest to bez sensu, bo nie po to wyciskam z siebie poty półtora-godzinnymi treningami, żeby potem nadrobić to w 10 minut obżarstwa słodyczowego.
Także od dziś większe zaangażowanie wkładam w dietę i myślę, że dzięki temu waga będzie spadać w dużo szybszym tempie. Treningi robię 6x w tygodniu i na każdym staram się spalać od 800 do 1000 kalorii.
I z niecierpliwością czekam na efekty
 

 
Jest ok. Na prawdę jestem zadowolona zarówno jedzeniowo jak i treningowo. Dziś i wczoraj rower do pracy i z powrotem. Do tego wczoraj i przedwczoraj bieganie (ciężko po prawie miesięcznej przerwie). Jedzenie tez w porządku - bez obżerania się, ograniczenie słodyczy i w ogóle tak jakoś rozsądniej. I muszę stwierdzić, że jakoś tak (o dziwo) nawet nie jest specjalnie ciężko. Przestawiłam się w głowie na profil pt. "dieta" i już. Bez rozpaczania, marudzenia i jakiegoś głębszego przeżywania tego faktu.






 

 
Nie było mnie tutaj prawie 2 miesiące. Udało mi się zaliczyć swój pierwszy półmaraton i to w czasie lepszym nie przypuszczałam. Chciałam zmieścić się w 2 godzinach a w sumie wyszło 1:52:11, także jestem zadowolona.
Niestety, po biegu trochę sobie odpuściłam i z dietą i z (co najgorsze) z treningami. Przez ostatni miesiąc praktycznie w ogóle nie biegałam. Bo to cały czas albo było strasznie gorąco, albo mało czasu, praca, wyjazdy...jednym słowem - wymówki wymówki wymówki. Do tego dieta - masakra. Jadłam praktycznie wszystko i to bez ograniczeń. No i widać niestety efekty tego mojego odpuszczenia sobie w tym miesiącu. W dniu dzisiejszym, po długiej przerwie od wchodzenia na nią, waga pokazała masakryczne: 68.9kg. Jako, że praktycznie wróciłam do mojej wagi sprzed ostatniego odchudzania, postanowiłam, że tak dłużej być nie może. Nie chcę oczywiście tutaj zaraz wprowadzać sobie jakiejś strasznej diety itp. Muszę się po prostu ogarnąć ze słodyczami i tym moim obżeraniem się bez umiaru i jedzeniem mega wielkich kolacji po całym dniu żywienia się tylko lodami. No i przede wszystkim chcę wrócić do treningów. Bieganie bieganie bieganie. Zwłaszcza, że za trochę ponad miesiąc znowu startuję w półmaratonie i muszę się do niego przygotować.
Także tego...czas start












 

 
Nie jest źle ale rewelacji też nie ma. Biegam dużo bo za 2 tygodnie startuję w półmaratonie a dietą jakoś bardzo się nie przejmuję. Jest bez spiny, pozytywnie. Ważyłam się 2 dni temu - dnia 48 (wtorek) i waga pokazała 66.1 kg także myślę, że mój pierwszy cel jest jak najbardziej możliwy do osiągnięcia. Nie mogę się już doczekać przekroczenia granicy 66kg i zobaczenia na wadze liczby 65







 

 
Wracam po kilku-dniowej przerwie. Ten tydzień był bardzo zakręcony. Każdego dnia byłam mega zalatana i ciężko było znaleźć choć chwilę wolnego czasu. W każdym razie uznałam, że jednak muszę sobie wyznaczać jakieś cele wagowe z określonym terminem, bo bardziej mnie to motywuje do codziennego trzymania diety. W każdym razie wyznaczyłam sobie cel pierwszy - 65kg co oznacza ze w 2 tygodnie chcę schudnąć niecałe 2 kg. Cel jak najbardziej realny i możliwy do wykonania. Dzisiejsze ważenie pokazało 66.7kg także nie ma tragedii. Teraz koniec z odpuszczaniem sobie i oszukiwaniem każdego dnia!







Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dieta: Nawet pozytywnie. Miałam moment kryzysu kiedy chciałam nawpierdzielać się wszystkich możliwych słodyczy świata, ale się powstrzymałam i potem do końca dnia było już w porządku.
Trening: bieganie - 9.7km, średnie tempo: 5.34 min/km, prędkość: 10.76 km/h, kalorie: 680. + rower - 9.3km, kalorie: 250.

Ogólnie stwierdziłam, że nie mogę załamywać się faktem, że od miesiąca waga i pomiary się nie zmieniły. Już bez konkretnej daty będę dążyć do osiągnięcia mojego celu i mam nadzieję, że w końcu się uda


 

 
Lipa trochę... zrobiłam sobie dziś dzień ważenia i mierzenia i trochę się podłamałam.
Waga: 67.7 kg - wiem, że waga może się trochę wahać w zależności od dnia itp. ale kurcze...było już sporo mniej...nie ogarniam tego. Wiem, że z dietą czasami sobie odpuszczam, ale na to ile się ruszam, to oczekiwałabym lepszych rezultatów.
piersi: 92
talia: 73
brzuch: 87
biodra: 93
udo: 57
Jak to jest kurde możliwe, że moje wymiary od miesiąca się w ogóle nie zmieniły!? Przecież na prawdę dużo ćwiczę. Eh....już wiem ze do końca tygodnia mojego celu nie osiągnę na pewno ale nie chcę się załamywać. Najgorsze jest to, że od paru dni jestem non stop głodna...bez sensu. ;/
 

 
Zapisałam się na półmaraton. Startuję w połowie czerwca także mam jeszcze ponad miesiąc na przygotowanie. Wczoraj już zaczęłam treningi biegowe nastawione tak typowo na to, żeby zrobić półmaraton w czasie poniżej 2 godzin. Wczoraj po raz pierwszy przebiegłam taki długi dystans - 21km, ale w spokojnym tempie. Nawet nie było tak źle...myślałam, że będzie o wiele ciężej. Dziś nogi bolą ale zadowolenie z porządnego trening jest

dzień 29.
Dieta: Ogólnie w porządku. Wieczorem trochę niezdrowych przekąsek i alkohol na imprezie, ale większość pewnie wytańczona przez noc
Trening: rower rano i wieczorem. Łącznie ok 20km, kalorie: ok. 500.

dzień 30.
Dieta: Mało czasu na jedzenie, bo mnóstwo rzeczy do załatwienia w ciągu dnia ale jak już jadłam to bez większych ograniczeń, bo wiedziałam, że wieczorem czeka mnie ciężki i długi trening. Także sporo słodyczy i lody po treningu.
Trening: bieganie - 21km, czas: 2.05, średnie tempo: 5.58 min/km, prędkość: 10.05 km/h, kalorie: 1500. + poranny (trochę leniwy) trening na wodzie.




Alison Stokke - perfekcja.

 

 
dzień 27.
Dieta: Bez rewelacji ale w miarę ok.
Trening: tylko rower rano: ok 9km, kalorie: ok.200.

dzień 28.
Dieta: Pozytywnie. Jeden z takich dni, kiedy dietetycznie jestem z siebie zadowolona.
Trening: Bieganie- 10km, średnie tempo: 5.46 min/km, prędkość: 10.39 km/h, kalorie: 715. + ćwiczenia na brzuch - ok 15 min (2 serie). + trening na wodzie. Treningowo dzień bardzo pozytywny.




 

 
Ogólnie przez wszystkie dni dieta w miarę pozytywnie. Nie mam sobie jakoś bardzo dużo do zarzucenia bo jadam zdrowo i staram się ograniczać słodycze. No właśnie...staram się.. niestety nie do końca zawsze mi to wychodzi. Tzn jest dużo, niewyobrażanie wręcz lepiej w porównaniu do tego ile słodyczy jadłam zanim narzuciłam sobie jakiekolwiek ograniczenia, ale nadal momentami przesadzam. Także ostatnie dni dietetycznie - dobrze, ale codziennie jakieś grzeszki były. Chcę wreszcie mieć taki dzień, żeby wieczorem móc powiedzieć sobie że jestem w 100% zadowolona z tego co jadłam. Nie w 70% czy 90%. Chcę całkowicie, stu procentowo być zadowolona ze swoich decyzji, stanowczości i silnej woli.

Trening:
dzień 24. Cały dzień w pracy wiec treningu brak. Jedynie transport rowerem do pracy - łącznie ok 6km.
dzień 25. Bieganie: 14.04km, średnie tempo: 5.30 min/km, prędkość: 10.90 km/h, kalorie: 990.
dzień 26. (poniedziałek). Bieganie: 10.3km, średnie tempo: 5.24 min/km, prędkość: 11.11 km/h, kalorie: 725. + ćwiczenia na brzuch (krótko, niecałe 2 serie) + rower: ok 9 km + trening na wodzie (krótko, dziś brak weny do porządnego treningu).



 

 
Ważyłam się dziś. Od świąt waga w ogóle nie ruszyła. Wiem, że przez zeszły tydzień olewałam dietę, ale patrząc na to ile ćwiczę, oczekiwałam jakichkolwiek rezultatów. Do terminu w którym chciałam osiągnąć cel zostały 2 tygodnie i nadal 4kg do zrzucenia. Muszę się ponownie bardziej skupić na diecie, przestać oszukiwać i jestem pewna, że efekty będą.
Dieta: dziś średnio. Po nieprzespanej nocce w pracy ciężko jest się ograniczać jakoś bardzo. Także dzień dietetycznie raczej niezaliczony (ale tragedii też nie było).
Trening: tylko rower rano: ok 9 km, kalorie: ok 200.
Padam na twarz. Przez ostatnie dni spałam nie więcej niż 4 godziny na dobę i tylko latam między jedną pracą a drugą. Stanowczo potrzebuję snu.


 

 
Dieta: Ogólnie dobrze, tylko cały dzień byłam zalatana w pracy i poza porządnym śniadaniem nie miałam kiedy zjeść normalnego posiłku. Także w ciągu dnia jakaś kanapka i owocki a wieczorem spory obiad plus deser - dwie babeczki z budyniem i owocami. Ale jako, że było to dość wcześnie - przed 18, to wszystko raczej wybaczone. Teraz czeka mnie jeszcze nocka w pracy - mam nadzieje, że obejdzie się bez nadmiernego jedzenia.
Trening: Cały dzień w ruchu w pracy. Rower rano i popołudniu - łącznie ok. 14km, kalorie: ok 330 + długi i wykańczający trening na wodzie.


 

 
Zaczęłam kolejny tydzień mojej 'misji' Na pewno będzie on lepszy niż poprzedni!

Dzień 19.
Dieta: W porządku. Negatywnych wyskoków i znaczących jedzeniowych grzechów - brak.
Trening: rower rano i wieczorem. Łącznie ok 15km, czas: ok 52 minut, kalorie: 420.

Dzień 20.
Dieta: pozytywnie, jedyny grzech to lód w polewie czekoladowej z orzechami i toffie w środku...mniaaaam.
Trening: Bardzo dobrze. Bieganie: 11km, średnie tempo: 5:20 min/km, średnia prędkość: 11.24 km/h, kalorie: 770 + ćwiczenia na brzuch (tylko 1 seria) + trening na wodzie.

Dzień 21.
Dieta: Pozytywnie. Znaczących odstępstw od diety brak.
Trening: sporo jeżdżenia na rowerze. Łącznie ok 17km, kalorie: około 400 + krótki trening na wodzie.



 

 
dzień 14.
Dieta: Do dupy. Trochę chyba jeszcze trzyma się mnie świąteczny nastrój, bo stanowczo przesadzam z jedzeniem. Za bardzo zachwyciłam się utratą tych 4kg i sobie odpuściłam.
Trening: Rower rano i wieczorem. Łącznie około 20 km, czas: ok 1godz 20 minut, kalorie: ok 500 + ćwiczenia na brzuch przed snem (2 serie).

Dzień 15, 16, 17 i 18.
Dieta: Masakra. Kompletnie sobie odpuściłam i pozwoliłam na praktycznie całkowite olanie diety. W ciągu dnia nie jadłam jakoś bardzo dużo bo miałam masę roboty i nie było czasu, ale za to grubo nadrabiałam wieczorami. No ale nic...tego co było przez ostatnie dni nie zmienię, ale mogę się ogarnąć i sprawić, że kolejne dni będą lepsze.
Trening: tylko dzień 15: rower - 14.2km, czas: 52min, kalorie: 390.




 

 
Dieta: do dupy...nie jadłam jakoś bardzo dużo, ale zjadłam stanowczo zbyt dużo słodyczy a za mało normalnego, zdrowego jedzenia.
Trening: Cały dzień w pracy wiec tylko rower wieczorem: ok. 9km, czas: 35min, kalorie: ok.200.

 

 
Dziś rano tak z ciekawości weszłam na wagę żeby zobaczyć ile przytyłam przez święta. Miło się zaskoczyłam bo okazało się, że nie przytyłam nic a wręcz przeciwnie - schudłam. Waga pokazała 66.3kg! Jeszcze tylko 4 kg do osiągnięcia celu! Jest motywacja!







 

 
Dieta: świątecznie...dużo słodyczy. Całe szczęście, że tylko jeden dzień takiego świątecznego obżarstwa w tym roku miałam. Ale przynajmniej porządny trening zaliczony.
Trening: bieganie - 12.75km, średnie tempo: 5:25min/km, prędkość: 11.06km/h, kalorie: ok.845 + 20 minut ćwiczeń na brzuch (2 serie).

 

 
dzień 10.
Dieta: Ogólnie dobrze. Małe świąteczne grzeszki, ale raczej wszystko do wybaczenia.
Trening: rower rano- 9km, kalorie: 170.

Dzień 11.
Dieta: Jak to w święta-ciężko się powstrzymać od słodyczy, ale nie ma tragedii.
Trening: siłownia: orbitrek-ok 30 minut (7,5km), 300 kcal + ergometr wioślarski-15 minut, 200 kcal + ćwiczenia na brzuch: 3 serie, ok 25 minut.

Dziś odbyło się również cotygodniowe ważenie. Jest 66.9kg, czyli przez ten tydzień waga spadła o około pół kilograma. Rewelacji nie ma - w założeniu powinnam tracić na wadze więcej tygodniowo...zwłaszcza, że na prawdę sporo trenowałam. Jednakże patrząc na to ile imprez, grzeszków jedzeniowych i oszukiwania było przez ostatnie dni, to tragedii nie ma. W każdym razie nadchodzący tydzień musi być bardziej poprawny dietetycznie i mam nadzieję, że uda się spaść poniżej 66 kg.


 

 
Ogólnie trochę przesadziłam w tym tygodniu...i to o dziwo nie z jedzeniem. Co prawda słodyczy było ciut za dużo, ale chodzi mi przede wszystkim o alkohol... W ciągu tych pięciu dni zaliczyłam aż 3 imprezy z czego na 2 z nich było stanowczo za grubo.... Muszę się ogarnąć, bo w taki sposób na pewno nie dam rady zrealizować swojego celu.

dzień 8.
Dieta: jeśli chodzi o jedzenie to ogólnie spoko...gorzej już z nocnym chlaniem...stanowczo za dużo alkoholu było...oj za dużo...
Trening: dzień przerwy w bieganiu. Trening na brzuch - ok 20 minut.

dzień 9.
Dieta: Cały dzień bardzo w porządku. Wieczorem wypite 2 piwa i do tego podjadane jakieś krakersy itp. No i Big Milk zjedzony podczas nocnego powrotu do domu... Czyli ogólnie nieźle, ale muszę ogarnąć to moje wieczorne picie i podjadanie na imprezach.
Trening: bieganie- 13.4 km, średnie tempo: 5:27 min/km, prędkość: 11 km/h, kalorie: 940. + 20 min ćwiczeń na brzuch.

Zaczynają się święta...teoretycznie powinno być ciężko z dietą ale jako, że całe 2 dni siedzę od rana do wieczora w pracy, to raczej nie będzie możliwości jakiegoś wielkiego objadania się...tylko żal siedzieć w robocie jak za oknem taka pogoda...ciepło...słoneczko świeci...wiosna nareszcie...eh...poszłoby się pobiegać
 

 
dzień 6.
Dieta: ogólnie nieźle. Cały dzień w porządku, tylko wieczorem narysowała się impreza i sporo alkoholu poszło. Do tego nocne jedzenie po imprezie.
Trening: rower-ok 200 kcal + bieganie- 8.5 km, średnia prędkość: 5.24 min/km, kalorie: 600. Oczywiście podczas biegu złapała mnie burza i grad wielkości tic-taców, dlatego przyśpieszenie miałam całkiem niezłe

dzień 7.
Dieta: W porządku. Grzech: 2 gałki lodów.
Trening: bardzo dużo ruchu. Rano bieganie- 10.4km, średnia prędkość: 5.43 min/km, kalorie: 740 + rower: ponad godzina jazdy, pewnie ok 200 kcal + wieczorem trening akrobatyki-ok 1,5 godziny.
 

 
Dziś dieta nie za dobrze. Jakoś tak cały czas byłam głodna, ale starałam się mimo wszystko jeść zdrowo. W każdym razie dietetycznie dzień nie zaliczony.
Trening: tylko ok 9km rower (35 minut)-ok 170 kcal.

Dzisiejszy dzień stanowczo nie przyczynił się do osiągnięcia mojego celu. Ale to nic, jutro nadrobię
 

 
dzień 4:
Dieta: w porządku ale bez rewelacji. W ciągu dnia pozytywnie, wieczorem trochę zbyt duża kolacja. Wieczorny grzech: lód z migdałami z Lidla (przepyszne są). Ale ogólnie nie było źle.
trening: rower wieczorem: ok 9km (30 minut) - ok 150 kcal.

dzień 5.
Poranne ważenie i mierzenie:
waga: 67.5kg
piersi: 90cm
talia: 73cm
brzuch: 87cm
biodra: 93cm
udo: 57cm
Ogólnie jestem zadowolona. Jeszcze 5 tygodni przede mną i nastawienie pozytywne

Zaczynam dziś robić 30 dniowy program na brzuch i boczki. Zobaczymy czy będą efekty.

  • awatar xxstrawberrylovexx: Dziękuję bardzo i życzę powodzenia, no i najważniejsze to nie tracić motywacji :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nadal pozytywnie

dzień 2:
Dieta ok, trening: ćwiczenia na brzuch - ok. 20 minut (cały dzień w pracy wiec nie było niestety czasu na więcej).

dzień 3:
Dieta ok, trochę późna kolacja-ok.21 - cały dzień w pracy.
Trening: rano rower: ok 9km (ok 35 minut)-ok. 200 kalorii + wieczorem bieganie: 10.12km, średnia prędkość: 5.28 min/km, kalorie: ok 700.

  • awatar xxstrawberrylovexx: Życzę powodzenia i nie poddawaj się, też staram się schudnąć i na razie na szczęście nie tracę motywacji, zobaczymy jak długo :D
  • awatar Obojetna: ojeju, płaskie brzuszki, - jak mi się marzy :) Zapraszam :)
  • awatar Gość: Tak trzymaj! I pamiętaj o tym nawet jeśli, zjesz ciastko lub cokolwiek bardzo kalorycznego, to nie myśl "zjem więcej, znowu zacznę od jutra". Rok temu przytyłam 8 kg, bo tak myślałam, w tym roku schudłam z 63 na 54 kg, bo nawet jak zdarzy mi się coś podjeść między posiłkami, nie myślę tak jak wcześniej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Pozytywnie.
Dieta spoko.
Ćwiczenia: bieganie: 10,6km, średnia prędkość: 5:37 min/km, kalorie: ok 750 + ok. 50min jazdy rowerem po mieście (ok 200kcal).

 

 
Moim celem jest schudnięcie 8 kg i powrót do wagi i wyglądu sprzed ok roku. Daję sobie na to trochę ponad 5 tygodni. Wiem, że to teoretycznie niewiele czasu, ale chudnięcie ok 1,5kg na tydzień jest wykonalne i w porządku dla organizmu. Moim największym problemem jest dieta. Z aktywnością i ćwiczeniami nie mam problemu, bo po prostu uwielbiam to robić. Także parę zasad dotyczących diety:
-największy posiłek dnia: śniadanie,
-brak jedzenia po 20 (na ok 3 godziny przed spaniem),
-ćwiczenia co najmniej 3/4razy w tygodniu (aeroby),
-nie podjadać między posiłkami,
-nie obżerać się!! I myśleć podczas jedzenia!

Kalorii dokładnie liczyć i zapisywać nie będę - kiedyś tak próbowałam i myślałam, że oszaleję. Zresztą nie chcę żeby moje życie kręciło się wokół jakiś głupich cyferek.
Także zaczynam! Główny cel - wyglądać zajebiście w stroju kąpielowym i (przed wszystkim) w piance podczas pływania.

I tak żeby sobie samej udowodnić, że w 5 tygodni można zrobić niesamowite efekty, parę zdjęć:
 

 
Postanowiłam założyć bloga, żeby mieć większą motywację. Może w taki sposób uda mi się schudnąć te 8 nadprogramowych kilogramów które zbierały się od pewnego czasu. Także od jutra koniec obżarstwa! W końcu czwartek to idealny dzień żeby rozpocząć nowy etap pt. ogarnianie się, nie mam zamiaru czekać z tym do kolejnego poniedziałku. Im szybciej tym lepiej.